sobota, 24 stycznia 2026

Piasek

 Piasek żalem  oczy nieraz nam przysypie

Mój kochany tak wygląda życie 

A ja, każdy twój uśmiech 

Po kolejnej łzie ciągle liczę 

I to ciebie kocham 

Nawet bardziej,  niż własne życie 

Jutro wybuduję dla nas mosty 

A dzień będzie,  znów radosny

Możesz twierdzić , że nie trzeba

Lecz ja pragnę to życie właśnie dla ciebie 

Na lepsze zawsze zmieniać

Przyrzec ci przystań 

Jeszcze teraz 

Wszak, co tydzień jest niedziela

Jutro powiem 

Kocham cię 

Teraz wiem 

Że już nie zdążę

Na krawędzi 

Dnia i nocy 

Nie odnajdę cię 

Było dobrze 

Lecz los za nas

Przerzucił stronę po stronie 

By zatrzymać się na tym 

Co złe 

Czasu cofnąć już nie zdążę 

I nie muszę 

Teraz utrzymuje się 

Z samych wzruszeń


czwartek, 22 stycznia 2026

2025





 

Eos

 Będę jak Eos 

Podaruję ci Jutrzenki blask

Rozproszę mroki nocy

Otworzę wrota dnia 

Chociaż na naszej miłości 

Nie brakuje skaz

To nasze szczęście 

Może wiecznie trwać 


Nocne stworzenia

 A ja tylko jeszcze raz przyfrunę 

Do ciemnej otchłani 

Jak ta ćma 

Która jeszcze umrzeć nie potrafi 

Nie potrafię patrzeć w słońce 

Jego blask mnie rani

Zaś my jesteśmy nocnymi stworzeniami

Jesteśmy jak te cienie

Które przed innymi ludźmi 

Jak przed słońcem 

Ukrywają się latami

A jednak dla siebie chcą zrobić wyjątek 

Nie chcą być już sami z własnymi zgryzotami

poniedziałek, 14 lipca 2025

W wersach

 Nie ja pierwsza

Rozmywam się w wersach 

Gdy życie zaczyna 

Przypominać teatr 

Wystarczy tylko 

Rozproszone myśli pozbierać 

Wystarczy tylko postawić 

Granice istnienia 

Przecież nie trzeba wszystkiego 

Aż tak źle oceniać 

Stary dom

 Pukasz z nadzieją 

Zaglądasz do okien 

Może jeszcze ktoś tu mieszka 

Lecz już szczelnie zamknięte drzwi 

Dom o rodzinie nie pamięta 

Na tle oświetlonej ściany 

Krążą cienie przeszłości 

Próbujesz na dłużej uchwycić 

Chociaż jedno z nich 

Lecz one wnet z wiatrem ulecą 

Zgasną z tą rozżarzoną świecą 

Chciałbyś powrócić wspomnieniami 

Do dzieciństwa chwil

Lecz już nawet one 

O sobie nie wiedzą 

Zatem nic więcej ci nie powiedzą 

Jeszcze tylko żalu łyk 

Jedynie małe tęsknoty 

W pustym kącie 

Tego starego domu 

Gdzieś siedzą

Dręczy mnie komar

 Komar brzęczy mi do ucha 

Każe siebie mi wysłuchać

Potem siada mi na nosie 

Noi brzęczy jeszcze głośniej 

Dłoń już zbliża się do czoła 

Myślę sobie mam potwora

Lecz zaledwie mija chwila

A on wraca krew wypijać

Noi w końcu ranne wstają zorze

Teraz nic mu nie pomoże 

Wreszcie się odwrócą rolę 

Powiem znikaj ty potworze

Zapłać za swe nocne figle

I gryzienie w różne miejsca dziwne 

Przede wszystkim te intymne